Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech

Powrót

Od oszczędzania do inwestowania

29/09/2020

Dr Anna Smolińska – inżynier ochrony środowiska i doktor ekonomii. Sympatyczka oszczędzania, inwestowania, nieruchomości i giełdy. Autorka książki „Kobieta inwestuje. Twoja droga do niezależności finansowej” oraz twórca wielu kursów i szkoleń z zakresu gospodarowania finansami domowymi oraz inwestowania. Jej celem jest, aby poprzez projekty, które tworzy, zdanie „kobieta inwestuje” straciło charakter manifestu i stało się najzwyklejszym opisem naszej rzeczywistości.
Link do live’a: zobacz teraz!

Kamil Pawlik: Cześć Aniu!

Anna Smolińska: Witam wszystkich!

Na początku zacznę od zapytania jak to się stało, że trafiłaś do Niemiec i tam już ostatecznie zostałaś?

To był zupełny przypadek. Był to czas, kiedy mój mąż dostał „propozycję nie do odrzucenia”, w Polsce było bardzo słabo z alternatywami i zdecydowaliśmy, że spróbujemy, ale tak oczywiście tylko na chwilę. Ta chwila jednak znacznie się przedłużyła, [śmiech] jednak cały czas jesteśmy związani z Polską. Ja głównie pracuję tak naprawdę w Polsce, więc jestem czasem więcej w Polsce, niż w Niemczech.

Skąd pasja do przedsiębiorczości? Jednak kobieta inwestująca na giełdzie jest pewnego rodzaju tematem tabu i raczej ciężko spotkać takie przypadki.

U mnie to także był w zasadzie przypadek, jeśli chodzi o giełdę. Jak większość kobiet, ja także miałam sporą awersję do ryzyka. Jednak kobiety bardzo rzadko inwestują, a jeśli już inwestują, to statystycznie – zakładając lokaty i wydaje im się, że to już jest inwestowanie. Ja miałam bardzo podobnie. Kilka lat temu mieliśmy dość trudną sytuację w życiu, musiałam skupić się bardziej na dziecku, niż pracy, a Remigiusz w tym czasie zmieniał pracę i zaczął pracować w banku. Pootwierano mu tam wszystkie konta, m.in. maklerskie i stwierdził, widząc mój ówczesny brak celu, żebym spróbowała zająć się właśnie inwestowaniem. Na początku oczywiście powiedziałam, że nie ma szans, ja się do tego nie nadaje, boję, nie znam się na tym i nie ma takiej możliwości. [śmiech] Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, że chociaż zobaczę, jak to konto maklerskie wygląda „od środka”. Zalogowałam się do tego konta i tak praktycznie – przepadłam! Okazało się, że to jednak nie jest nic skomplikowanego, da się tego nauczyć i zrozumieć. Oczywiście na początku, jak typowa inwestorka na giełdzie, najpierw zarobiłam bardzo dużo, nie przykładając się do tego zbytnio. Później natomiast na fali euforii straciłam całkiem sporo. Wtedy zaczęłam się tak naprawdę uczyć. Teraz już przykładowo wiem (od niedawna na rynku jest już dostępny mój kurs online z zakresu finansów osobistych i inwestowania), że aby pozbyć się tego strachu i chociaż przymusić do pierwszego kroku, muszę w tym kursie, poza przekazaniem teorii czy sposobu działania danych instrumentów, przedstawić to wszystko, co kryje się pod różnymi formami inwestowania, czyli całe zaplecze. Pokazać dosłownie jak wygląda platforma, jak się robi transakcje, jak to wszystko wygląda od samego początku.

Chyba najtrudniejszym momentem jest pierwsza porażka, prawda?

Mnie chyba zmotywowała. Uważam, że osobiście dobrze mi zrobiła, ponieważ to był moment uświadomienia sobie, że nie jesteśmy alfą i omegą, a rynek rządzi się swoimi prawami, do których trzeba się dostosować, a przede wszystkim przygotować! W każdym inwestowaniu tak jest.

Z jednej strony mamy przedsiębiorczą ścieżkę, którą obrałaś. Z drugiej strony jest jeszcze zaplecze akademickie, czyli chyba druga ścieżka kariery, którą kiedyś postanowiłaś obrać. Skąd ten pomysł?

Ja zawsze chciałam zrobić doktorat. Doktorat był też dla mnie takim czasem na przetrwanie okresu macierzyńskiego. Po roku, kiedy urodziłam pierwsze dziecko, stwierdziłam, że potrzebuję celu i czegoś dla siebie. To był dobry moment, nie pracowałam jeszcze zawodowo, byłam z dzieckiem i mogłam spokojnie zająć się doktoratem – jak się okazało, było to łatwiejsze w założeniu, niż w praktyce. Nie sądziłam, że doktorat faktycznie mi się przyda. Obecnie, kiedy na fali bloga, książki itd., prowadzę szkolenia z finansów osobistych, to doktorat być może się przydaje, bardziej jako tworzenie autorytetu eksperta. Jednak fakt, że nie pracowałam czynnie na uczelni, powoduje, że ucząc o finansach, które znam z doświadczenia, prowadzę zajęcia w sposób bardzo praktyczny. Staram się nie używać trudnych słów, warto pokazać doświadczalnie czy empirycznie jak coś zrobić, żeby przynosiło efekt, a nie żeby uczestnik tylko wiedział, jak nazywać pewne procesy. Jeśli chodzi o finanse osobiste, dużo ważniejsze jest działanie.

Wokół Ciebie zebrała się całkiem spora społeczność osób, które szkolą się z zakresu inwestowania. Jakie największe wyzwania obserwujesz wśród swoich odbiorców?

Z kobietami jest tak, że zwykle to one zajmują się gospodarowaniem budżetu domowego i to nie jest problem, zwykle świetnie sobie z tym radzimy. Problemem jest to, że nie zajmujemy się swoimi finansami. Nawet nie mamy świadomości, że powinnyśmy się nimi zajmować. U mężczyzn jest inaczej. Przede wszystkim utarte jest pokoleniowo, że to facet pracował, przynosił pieniądze do domu i przekazywał kobiecie, która tym budżetem dysponowała, wiedziała co ile kosztuje i ile jest potrzebne. Obecnie relacje budowane są na nieco innych zasadach. Moją intencją jest pokazanie kobietom, że jeśli nie zadbamy o siebie, to będziemy w ogromnych kłopotach. Póki wszystko jest dobrze, to nic się nie dzieje. Problemem jest, że kobiety zwykle zaczynają myśleć o swoich finansach i o tym, jak nimi zarządzać, w momencie kiedy nastaje w naszym życiu kryzys. Trzeba mieć świadomość, że może nastać czas, w którym będziemy musieli sobie sami poradzić.

Jakie są dobre praktyki, które każdy może wdrożyć w swoim życiu od podstaw? Oczywiście, jeśli chodzi o oszczędności.

Najpopularniejszym modelem prowadzenia budżetu jest model Harva Ekera, który mówi o tym, jak planować swoje finanse. Najważniejsze jest, moim zdaniem, prowadzenie budżetu, aby wiedzieć, gdzie nasze pieniądze się rozchodzą. Najczęściej spotykamy się z sytuacjami, że dostajemy pensję, do tego jeszcze np. premię dodatkowo, a nagle okazuje się, że pieniądze się gdzieś „rozeszły”. Wydaje nam się, że nie wydajemy dużo, a mimo wszystko pieniądze przeciekają przez palce. Na moim blogu (link pod rozmową) jakiś czas temu pisałam właśnie o prowadzeniu budżetu i narzędziach, które ułatwiają zarządzanie nim.
Co to znaczy prowadzenie budżetu? Oczywiście, prosto jest określić, ile zarabiamy – spisujemy wszystkie nasze dochody. Ważniejsze jest jednak rygorystyczne spisywanie naszych wydatków. Nie mówię, żeby robić to całe życie, ale jako taki „kubeł zimnej wody” polecam 2-3 miesiące skrupulatnego zapisywania. Przede wszystkim pozwala to zauważyć miejsca, gdzie wydajemy najwięcej, ale z drugiej strony też takie, w których przykładowo możemy zaoszczędzić. Należy pamiętać jeszcze, że jeśli chcemy oszczędzać, to najlepiej najpierw, od razu po wypłacie, odkładać pieniądze przeznaczone na oszczędności, a później dopiero wydawać resztę, nie odwrotnie.

Jak się zabezpieczyć przed trwającą obecnie inflacją?

Jeżeli mówimy o oszczędzaniu, nie inwestowaniu, to jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym, że może dobrze pomyśleć o obligacjach. Niestety obecnie, kiedy obniżane są stopy procentowe, obligacje, podobnie jak lokaty, przestają być dobrą formą zabezpieczenia naszych pieniędzy przed inflacją. Nie wiem czy jest teraz dobra odpowiedź na to pytanie. Jeśli chodzi o zabezpieczenie oszczędności, to muszą one być z założenia bardzo płynne. Musimy mieć do nich bardzo szybki i bezpośredni dostęp.

Na jakim etapie finansowym, Twoim zdaniem, warto rozglądać się za inwestycjami? Kiedy warto zacząć pomnażać nasze środki?

Ludzie zwykle traktują inwestowanie jak taki wielki worek, do którego wrzucamy dosłownie wszystko i nie bardzo wiemy, co pod pojęciem „inwestowania” tak naprawdę się kryje. Moją intencją, tworząc kurs online, było to, żeby pokazać jak najwięcej możliwości inwestowania. Mamy takie powszechne przekonanie, że inwestowanie jest tylko dla „wybrańców”, którzy mają naprawdę dużo pieniędzy i ja m.in. próbuję rozprawić się właśnie z tymi przekonaniami. Istnieją naprawdę bardzo różne możliwości i takie sposoby inwestowania, w których niepotrzebne są miliony, a które zaczynają się nawet od kilkuset złotych czy kilku tysięcy. Najważniejsze to zrobić kilka pierwszych kroków i po prostu spróbować. Trzeba tylko pamiętać o dwóch kwestiach:
NIGDY nie inwestujemy oszczędności,
zawsze musimy wiedzieć, po co chcemy inwestować, co stanowi nasz cel – to jest podstawa!
Na koniec zapytam jeszcze – skąd możemy czerpać wiedzę o finansach? Oczywiście, uwzględniając tutaj także Twoje publikacje.
Ja serdecznie zapraszam na mojego bloga czy do mojej książki. Tworzę kursy, które są naprawdę od podstaw, prostym i zrozumiałym językiem, tylko to, co jest najważniejsze. Jednak uważam też, że żyjemy w pięknych czasach, gdzie wiedza jest właściwie podawana na tacy. Istnieje mnóstwo kanałów na YouTube (wystarczy wpisać „giełda”/ „nieruchomości” / „inwestowanie pasywne”/ cokolwiek podobnego), jest pełno wiedzy w Internecie, bardzo dużo publikacji. Oczywiście publikacje często są takie, że początkowo niewiele można z nich zrozumieć i sama miałam z tym problem, pomimo doktoratu z ekonomii. Dlatego właśnie moją intencją, było to, żeby używać prostego języka, który każdy od początku zrozumie. Najważniejsze jest po prostu szukanie i otaczanie się wiedzą.

Aniu, serdecznie dziękuję za dzisiejszą rozmowę oraz świetną lekcję finansów i oszczędzania!

Ja także bardzo dziękuję!

Zobacz także

PIXEL KAFFEE – jak to się zaczęło?

Jak odpowiadać na negatywne opinie w sieci?

Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech