Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech

Powrót

Cyfry, liczby, rozliczenia

28/08/2020

Naszym dzisiejszym gościem jest Magdalena Żuchowska – współtwórczyni i główna księgowa największego biura księgowego dla Polaków w Niemczech. Dodatkowo pasjonatka nieruchomości, którą można spotkać także w Polsce.
Link do Live’a: zobacz teraz!

Kamil Pawlik: Magdo, działacie w newralgicznej branży, jaką jest branża księgowa, która w aktualnym czasie jest kluczowym miejscem, do którego zgłaszają się praktycznie wszyscy przedsiębiorcy – chociażby ze względu na tarcze antykryzysowe. Co mnie najbardziej zdziwiło, kiedy rozmawialiśmy przed wywiadem, to kiedy przedstawiłaś mi skalę klientów, którymi się zajmujecie. Doświadczenie, które macie nie jest małe, bo ponad 20 lat, jednak skala ponad 4 tysięcy aktywnych klientów, patrząc na aktualne czasy, gdzie tej pracy jest u Was jeszcze więcej… jak się odkopać z tych papierów? Jak sobie z tym radzicie?

Magdalena Żuchowska: Dla sprostowania, mamy ponad 7,5 tysiąca klientów, z czego ok. 4 tysiące aktywnych. Oczywiście na co dzień nie wygląda to tak, że nagle wpada mi do biura 4 tys. klientów i musimy ich obsłużyć, to wszystko rozkłada się na etapy. Co jest kluczem do sukcesu, żeby obsłużyć taką ilość klientów, to zbudowanie swojego zespołu, z którym pracujemy. My mamy bardzo dużo pracowników, bo aż szesnastu. Najważniejsze jest delegowanie zadań, każdy ma swoje określone zadania, są dziewczyny do obsługi klienta, do księgowości i do różnych innych rzeczy. Faktem jest też to, że wszystko poszło do przodu, bo wiele spraw można teraz załatwić internetowo, czyli przez e-mail lub telefon. Niemniej jednak, są sytuacje, w której wchodzę do biura i mówię „Chyba przyjechał autobus!”, bo widzę 20 osób naraz i trzeba to wszystko ogarnąć i to się dzieje w minutach, bo nie można trzymać klienta dwie godziny. Ale rzeczywiście, przede wszystkim podstawą są ludzie, z którymi pracujemy.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę na Twojej historii i na tym, jak to było od początku. Powiedz nam jak to się stało, że trafiłaś do Niemiec?

Mój wyjazd do Niemiec nazywam „paradoksem mojego życia”. [śmiech] Jak kończyłam szkołę w Polsce (jestem ekonomistą – handlowcem z wykształcenia), pamiętam jak miałam egzaminy z j. niemieckiego i matematyki, które oblałam i musiałam podchodzić do poprawek. W momencie, kiedy zdałam te egzaminy, pamiętam jak stanęłam przed mamą i powiedziałam „Mamo, ja nie chcę mieć nic wspólnego z Niemcami, ani z matematyką!” – po czym wyjechałam do Niemiec. Stało się tak dlatego, że miałam pewną chorobę i czekała mnie operacja, która była kosztowna i musiałam na nią zarobić. W Polsce zarabiało się wtedy ok. 1000-1100 zł/ms. W Niemczech przy zarobkach 650 euro, bo wtedy tyle zarabiałam, było to i tak o wiele, wiele więcej.
Wyjeżdżając do Niemiec byłam kontrolerem jakości części samochodowych, co było ciężką, brudną i żmudną pracą. Po jakimś czasie, ze względów prywatnych musiałam odejść z tej pracy, jednak byli do niej nadal potrzebni ludzie. Jako że miałam z moim byłym szefem bardzo dobry układ, ja tych ludzi im nakręcałam, ogłaszając na różnych grupach na Facebooku itp., że szukamy ludzi do pracy. Tam też właśnie pewna kobieta mnie wyhaczyła, bo od razu mówiłam, że ja też szukam pracy, a że ona odchodziła na studia, zwerbowała mnie do pracy właśnie tutaj w biurze, które to biuro teraz sama prowadzę.
Nie będę mówić, że było łatwo, bo łatwo nie było. Przede wszystkim nie znałam języka, ja nie umiałam się przedstawić po niemiecku, a wszystko czego się nauczyłam, nauczyłam się sama. Co prawda nie skończyłam szkoły języka niemieckiego, chociaż władam nim teraz biegle w mowie i piśmie, ale to była naprawdę bardzo długa droga i dużo pracy nad sobą. To nie było tak, że pracowałam na etat po 8 godzin i koniec, ja pracowałam nad sobą zarówno przed pracą, jak i po pracy. Nawet później, kiedy wdrożyłam się w to życie biura, kiedy razem z Darkiem zaczęliśmy je prowadzić, miałam takie marzenie, żeby kupić sobie auto. I o tym chciałabym wspomnieć dla wszystkich, którzy myślą, że manna leci z nieba. Ja wstawałam o 4:30 rano i powiedziałam Darkowi, że chcę kupić sobie moje wymarzone auto, więc będę sprzątać biuro, za co on, jako szef, oczywiście normalnie mi za tę pracę zapłaci. I tak przychodziłam o 4:30, o 5:00 otwierałam i sprzątałam łazienki, korytarze i biurka dziewczyn.

Cała historia, to trochę przewrotny los, gdzie zaczynało się od niechęci, później trochę kłód pod nogi, ale ostatecznie, jak w dobrym filmie akcji – zakładasz plecak na plecy i idziesz na wojnę w najcięższym kierunku, wychodząc z kilkoma szramami na twarzy, ale bardzo silna i zmotywowana do dalszego działania. Jak taką motywację w sobie wyzwoliłaś?

Warto wspomnieć jeszcze, że mam w domu niespełna 2-letnie dziecko, także to jest kolejne wyzwanie i przyjemność oczywiście. Przede wszystkim, podział obowiązków i jak mówi stare powiedzenie: „Jak znajdziesz pracę, którą kochasz, nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu” i rzeczywiście u mnie bardzo działa ta zasada. Ja kocham to, co robię. Poza tym, wsparcie, które mam w moim partnerze jest też ogromne. Wsparcie w najbliższych i w pracownikach przede wszystkim jest najważniejsze, bo ja naprawdę bardzo dużo zawdzięczam pracownikom.

Na rynku mamy wiele biur księgowych, jest to dość popularny zawód. Wy jednak osiągnęliście nie lada skalę, do której żeby dojść, trzeba się zdecydowanie czymś wyróżnić. Co to jest? Co takiego u Was sprawia, że klienci z taką chęcią przychodzą właśnie do Was?

Mogę tutaj wyróżnić kilka rzeczy. Przede wszystkim, już lata temu, postanowiliśmy sobie, że będziemy działać od 8:00 rano do 22:00 od poniedziałku do piątku i od 12:00 do 20:00 w weekendy i święta, co nas zdecydowanie wyróżnia. Dlaczego to jest tak ważne? Pamiętajmy, że normalny człowiek, który pracuje na zmiany, chce po pracy pojechać do domu, ugotować obiad rodzinie i po obiedzie, albo ewentualnie od razu po pracy coś załatwić. W tych godzinach, kiedy on chce coś załatwić, 90% biur czy innych placówek jest zamkniętych – i wtedy jesteśmy my! To nas przede wszystkim wyróżnia. Tak samo weekendy, kiedy ludzie nie mogą zjechać do Polski, bądź nie chcą, bo nie mają takiej potrzeby, my jesteśmy dla nich. W święta staramy się mieć również otwarte, przynajmniej jedną osobę, żeby mogła podejść do telefonu, bo wiemy, że klienci tego potrzebują. To jest chyba największy plus naszego biura.
Poza tym, mamy też placówkę w Polsce. Zauważyliśmy takie sytuacje, kiedy klienci mówią „Przyjechałbym do Was, ale mam daleko, bo jestem w Polsce.”, stwierdziliśmy, że trzeba coś z tym zrobić i jest – biuro w Polsce!
Kolejną rzeczą jest podejście do klientów, jako bardzo ważny czynnik. Co z tego, że mamy biuro otwarte, jak niekiedy klient nie może do nas przyjechać, bo np. jest chory czy ma małe dziecko. W takich sytuacjach, my jedziemy do klienta. Mamy ustalane terminy wyjazdowe i Darek np. jedzie do klienta i pomaga mu w domu z dokumentami. To jest bardzo duży plus, ludzie to doceniają i też polecają nas dalej. Trzeba zdobyć przede wszystkim zaufanie klienta, a my tym, że wychodzimy do klienta i staramy się od A do Z załatwić jego sprawę, to rzeczywiście zdobywamy to zaufanie. Poza tym, kiedy prowadzę księgowość i coś mi na przykład nie pasuje, albo mam pomysł, żeby coś zrobić inaczej, żeby firma klienta lepiej prosperowała czy żeby nie płacił tak wysokich podatków, pierwsze co robię, to kontaktuję się z klientem, przedstawiam swoje propozycje i konfrontuje to z nim, co jest bardzo ważne.

Padło tutaj słowo „podatki”, które kojarzą nam się z masą papierów i cyferek przede wszystkim. Czy jesteś w stanie w kilku zdaniach porównać przyjazność systemu podatkowego w Polsce i w Niemczech – czym on się różni i co warto wiedzieć z punktu widzenia przedsiębiorcy, który planuje ekspansję na rynek niemiecki?

Jeśli chodzi o podatki w Niemczech, uważam że nie są przyjazne przedsiębiorcy. Przede wszystkim są wysokie, a najważniejsza różnica w stosunku do Polski jest taka, że w Niemczech mamy podatek progresywny. Najniższy jest 14% a najwyższy 42/43%. Jest jeszcze podatek luksusowy, który wynosi 45%. Jest to podatek progresywny, czyli nie mamy żadnych skali, jak w Polsce. Nie jest to przyjazne przedsiębiorcy, moim zdaniem. 9400 to kwota zwolniona z podatku, w małżeństwie oczywiście dwa razy więcej. Dochód w Polsce wlicza się do dochodu w Niemczech i podlega progresji. Wielu przedsiębiorców się burzy, bo uważa, że jest podwójnie opodatkowanych, co oczywiście nie jest prawdą, trzeba to po prostu dobrze zrozumieć, co nie jest jednak takie proste, ale od tego właśnie jesteśmy my. 🙂
Jeżeli chodzi o urzędy niemieckie, uważam że są o wiele bardziej przyjazne przedsiębiorcy niż w Polsce. W Niemczech rzeczywiście współpracuje się z przedsiębiorcami i wychodzi im naprzeciw. Można wszystko załatwić mailowo, listownie czy osobiście, a w Polsce trzeba poczekać przy okienku w długiej kolejce.

Z Twojego punktu widzenia, jak rząd niemiecki podszedł do aktualnej sytuacji korona-wirusowej i jak pomaga przedsiębiorcom?

Jeżeli mam porównać do Polski, to tutaj wygląda fenomenalnie. Ja byłam w szoku, kiedy weszły dofinansowania dla mniejszych i większych firm, które wynosiły między 5 a 15 tysięcy, w zależności od ilości pracowników. Są dofinansowania dla pracowników, a także dla osób, które jeździły między Niemcami a Polską codziennie, żeby zatrzymać ich po stronie niemieckiej. Na początku przy złożeniu wniosku czekało się w kolejce wirtualnej, co trwało nawet 13 godzin. Teraz trwa to minutę i bardzo szybko można złożyć taki wniosek. Pieniądze na koncie przedsiębiorcy były do trzech dni roboczych – co jest fenomenalne. Należy tutaj jednak wspomnieć, że te pieniądze, które dostali przedsiębiorcy, będą rozliczane, ponieważ są to pieniądze na bieżące wydatki firmy, czyli takie jak leasingi albo czynsz.

Jakie są plany na przyszłość Waszej działalności w Niemczech? Do czego Ty osobiście dążysz?

Na pewno nie idziemy w skalę i tak naprawdę nigdy nie mieliśmy takiego zamiaru, ci klienci sami przychodzą. Wszystkich chętnie przyjmiemy z otwartymi rękami do naszego biura. Ja osobiście kocham to, co robię i dalej mam zamiar to robić. Zaczęłam też się szkolić zupełnie w innym kierunku i chciałabym zostać szkoleniowcem. Inwestuję także w nieruchomości i chciałabym się na tym skupić. Chcę po prostu robić to wszystko dobrze i pomagać ludziom – to jest mój cel.
Jeśli chodzi o nieruchomości w Niemczech, inwestujemy w nieruchomości, które przerabiamy na biura. Tutaj też wyszliśmy naprzeciw potrzebom klienta, bo często się zdarza tak, że zakładają się spółki, które potrzebują wykonywać gdzieś pracę. Potrzebują przede wszystkim adresu, ale też miejsca pracy. Stwierdziliśmy, że będziemy inwestować w takie biura, doposażać je i zapewniać przedsiębiorcom miejsca, gdzie mogą pracować w ciszy i spokoju.

Magdo, ostatnie pytanie na dzisiaj – dlaczego warto działać na rynku niemieckim i co ma on do zaoferowania przedsiębiorcom z Polski?

Uważam, że w Niemczech jest o wiele prościej i wracając do tego, co powiedziałam na początku – nie trzeba znać języka, bo jak widać ja nie znałam, a doszłam do pewnego etapu w życiu i można dojść, tylko trzeba mieć przede wszystkim chęci. Codziennie, sukcesywnie działać i się nie poddawać przy pierwszej lepszej okazji, obojętnie jaki biznes będziecie otwierać. W momencie kiedy robi się trudno, trzeba wiedzieć, że robi się to dobrze, bo nic co idzie zbyt łatwo, nie jest zwykle dobre. Warto działać na rynku niemieckim, jest tu o wiele prościej. Jeżeli chodzi o księgowość oczywiście zapraszam do mnie, ja wszystko wytłumaczę. 🙂 Nie musicie wszystkiego umieć, trzeba tylko otaczać się ludźmi, którzy pomogą Wam w pierwszych etapach, jak księgowy czy doradca. Trzeba poznać rynek, wyjść do Internetu przede wszystkim i dążyć do tego swojego celu.

Tym pozytywnym akcentem powoli zakończymy dzisiejszą rozmowę. Bardzo Ci dziękuję za to spotkanie i dużą dawkę wiedzy!

Ja również dziękuję!

Magdalena Żuchowska

Facebook

Zobacz także

PIXEL KAFFEE – jak to się zaczęło?

Jak odpowiadać na negatywne opinie w sieci?

Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech