Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech

Powrót

Biznes jako misja społeczna

28/09/2020

Dzisiaj rozmawiamy z Magdaleną Ziomek – historyczką sztuki, założycielką stowarzyszeń agitPolska i Smart Netzwerk für Kreative oraz założycielką i CEO spółdzielni SMartDE.
Link do live’a: zobacz teraz!

Kamil Pawlik: Witaj Magdaleno!

Magdalena Ziomek: Dzień dobry, witam wszystkich!

Magdo, zacznijmy od Twojej pasji, jaką jest historia sztuki. Jak to się zaczęło, że będąc historyczką sztuki, ostatecznie postanowiłaś pójść w kierunku biznesu społecznego?

Stworzyłam najpierw stowarzyszenie agitPolska, które skupiało się na polsko-niemieckiej wymianie kulturalnej, to był mój konik i moja pasja. Mieszkając w Bremie, miałam wrażenie, że sztuka polska, która jest eksportowana do Niemiec jest bardzo specyficzna, przedstawiana w sposób bardzo tradycyjny. Grupa odbiorców polskiej sztuki była tam bardzo zawężona. Razem ze znajomą zaczęłyśmy robić projekt, polegający na przedstawianiu sztuki młodej, niekonwencjonalnej i w ten sposób bardzo szybko uzyskałyśmy poparcie pana Kosznika, który był byłym burmistrzem Bremy oraz inicjatorem pierwszego polsko-niemieckiego partnerstwa miast (między Bremem a Gdańskiem). Szybko udało nam się znaleźć sponsorów i pierwsze środki, aby pokazywać sztukę niemiecką w Polsce i polską sztukę w Niemczech. Pracując z artystami zwróciłam uwagę na to, że mówi się o wszystkim – koncepcji, celu, o tym jak zmienić świat, ale nikt nie mówi o pieniądzach. Artyści nie potrafią tego robić ani nie wiedzą jak się wycenić i tym przede wszystkim chciałam się zająć. Dla mnie podstawą było to, że każdy artysta, który z nami współpracował, musiał otrzymać swoją zapłatę. Ważne było dla mnie, żeby pracować z taką grupą i odebrać im lęk przed światem zewnętrznym czy administracją, papierami i przejąć za nich.
Będąc w Berlinie, nasza misja nieco się zmieniła, ze względu na to, że mieszkając w Berlinie jest się tak jakby w połowie w Polsce, mając ok. 200 tys. osób pochodzenia polskiego. Zaczęłam więc pracować przede wszystkim z grupą imigrancką. Od tego momentu następuje pewnego rodzaju przełom, gdzie zaczynamy pracować także nad empowerment’em politycznym, feministycznym, mentoringiem, przedsiębiorczością.

Wytłumaczysz nam czym jest ten empowerment?

Empowerment to dla mnie takie słowo klucz, które mówi o tym, że proponujemy i pokazujemy momenty zaangażowania. Żeby mówić silniejszym głosem, żeby coś zmienić w swoim życiu czy poprawić swoją sytuację. Dla mnie jest to niejako rodzenie się takiej świadomości jaka jest nasza wartość i propagowanie polskości w Niemczech. To pozytywny obraz Polaka, który jest dobry i pewny swoich zalet.

W jaki sposób pociągnąć za sobą ludzi i zbudować społeczność w oparciu o konkretną misję?

Chyba trzeba być młodym [śmiech]. Ciężko mi powiedzieć, ale patrząc obecnie na moment, kiedy ludzie zaczynają tutaj pracować i tworzą stowarzyszenia, żeby zarabiać pieniądze – dla mnie to było zupełnie odwrotnie. My chcieliśmy robić projekty, mieliśmy pomysł i grupę ludzi, która od początku działała z nami i to właśnie im podobały się te projekty. Oczywiście dbaliśmy o to, żeby mieć jakieś finansowanie, jednak to były takie lata szkoleniowe dla wszystkich z nas, a pieniądze przyszły dopiero później. Może dlatego też było to takie prawdziwe. W momencie kiedy w stowarzyszeniach pojawiają sie pieniądze, razem z nimi pojawiają się problemy, taka jest prawda.

Czym tak naprawdę różni się biznes społeczny od biznesu tradycyjnego?

Na początku zrobiłabym takie rozróżnienie – mamy biznesy społeczne, jako jedną grupę i stowarzyszenia pożytku publicznego, w których działamy. To są oczywiście inne zasady finansowania i inne zasady statutowe. Te formy działalności muszą podążać za swoimi celami statutowymi, które są dosyć jasno sformułowane. AgitPolska działało na polu wspierania sztuki i kultury oraz wymiany między narodami, także to był cel statutowy. Przede wszystkim funkcjonujemy na bazie projektów – piszemy wnioski i dostajemy dotacje. Nie jest to biznes, który przynosi jakiekolwiek zyski, ponieważ dotacje muszą zostać wykorzystane do ostatniego grosza, a jeżeli tak się nie dzieje, musimy dotację zwrócić. Tutaj chodzi raczej o dobre skalkulowanie projektów i rozsądne wydanie konkretnej kwoty.

Czym zajmuje się spółdzielnia SMartDE i jakie cele realizuje?

Spółdzielnię założyliśmy w roku 2016 i bazuje ona na mojej pracy w Agicie oraz drugim stowarzyszeniu, które założyłam (Smart Netzwerk für Kreative). Wymyśliliśmy rozwiązanie, które polega na stworzeniu biznesu, w którym wszyscy są współwłaścicielami, a przez to też mogą w dowolny sposób wybrać model zatrudnienia lub współpracy ze swoją własną firmą. W Niemczech spółdzielnia SMart liczy sobie ok. 550 członków, z czego miesięcznie ok.180 osób zatrudnionych. Mamy osoby zatrudnione bezterminowo czy też zatrudnione na projekty. Forma zatrudnienia w Niemczech jest zawsze promowana i bardziej bezpieczna. W tym momencie nasi pracownicy, którzy nie mają zleceń, mogą korzystać z opieki niemieckiego urzędu pracy i pomimo tego że nie mają zleceń, kontynuujemy zatrudnienie, a ich pensja w wysokości 80% płacona jest przez ten urząd – na co niestety nie mogą liczyć freelacerzy. Mówiąc prosto, osoby które dołączają do nas, „na zewnątrz” pracują jak freelancerzy, a „w środku” pod kątem ubezpieczeń czy innego zabezpieczenia tak, jakby byli zatrudnieni.

Na koniec jeszcze zapytam – w jaki sposób osoba przybywająca do Niemiec z pewną misją społeczną, tak jak Ty, może sobie poradzić z tym aspektem? Jakie podmioty powinna wybrać, jeżeli chce rozwijać dane działanie społeczne i co oferuje niemiecki rynek?

Oferuje nam tak naprawdę właśnie spółdzielnię. Jeżeli chodzi o formalne aspekty spółdzielni, ma ona charakter spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, czyli wiąże się z dużą ilością papierologii. Dodatkowo spółdzielnie są poddane audytowi Federacji Spółdzielni, co także kosztuje. Proces zakładania spółdzielni trwa około roku i jest to forma administracyjnie uciążliwa. Jeżeli nie chcemy dzielić się władzą z osobami, które należą do tej spółdzielni, to należy o tym zapomnieć, bo tak naprawdę walne zgromadzenie ma bardzo dużą władzę nad spółdzielnią. Każdy spółdzielca, niezależnie od zakupionych udziałów, ma tylko 1 głos. My mamy 550 spółdzielców i oni wszyscy są oczywiście uprawnieni do głosowania. Tutaj rzeczywiście trzeba pracować z ludźmi, co z jednej strony jest dużym wyzwaniem, ale też dość ciekawą sytuacją.

Magdaleno, bardzo dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

Magdalena Ziomek

SMartDE

Facebook

Zobacz także

PIXEL KAFFEE – jak to się zaczęło?

Jak odpowiadać na negatywne opinie w sieci?

Pozytywny wizerunek firmy w Niemczech